to. Lista zakonspirowanych Żydów (539/830) Prawdziwe nazwiska niżej wymienionych osób zostały ustalone w oparciu o: 1) Dane tajne kartoteki ludności Polski przy Centralnym Biurze Adresów MSW. POLITYCY. 1. Leszek Balcerowicz (1947-) - Aaron Buchholtz, prezes NBP. 2. Jan K. Bielecki (1951-) - Izaak Blumenfeld, b. premier. Według Tuska Paradowska zagrała wszystkie życiowe role, łącznie z tymi tragicznymi z „nadzwyczajnym wyczuciem, talentem i brawurą”. Ocenił, że jej stosunek do polityki i życia publicznego „był zupełnie wyjątkowy i na pewno coraz rzadszy i w Polsce i Europie”. WYDARZENIA w INTERIA.PL - zawsze aktualne wiadomości (Polska, Świat). Najważniejsze informacje, newsy, wydarzenia dnia, najnowsze wiadomości, polityka. Archiwum wiadomości i info Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów. Janina Paradowska (2007) Janina Paradowska (1942-2016) – polska publicystka polityczna, związana z tygodnikiem „Polityka” i radiem Tok FM. Opis: o książce Resortowe dzieci : media. Źródło: Wszystkie moje resortowe grzechy, „Polityka” nr 5, 28 stycznia 2014. O braciach Kaczyńskich[edytuj] Publicystka "Polityki" Janina Paradowska nie rozumie, dlaczego Jarosław Kaczyński nie chce zostać premierem. Przypomniała jego słowa, że szefem rządu zostaje lider zwycięskiego ugrupowania. Paradowska - więcej przeczytasz na stronie - dziennik.pl - Wiadomości z kraju i ze świata. Wiadomości gospodarcze. Znajdziesz u nas informacje, wydarzenia, komentarze, opinie. Edward Paradowski was born in birth place, to Antoni Paradowski and Katazyna Paradowska (born Molenda). Edward had 5 siblings: Waclaw Paradowski , Kazimierz Paradowski and 3 other siblings . Edward passed away in 1945, in death place . Janina Paradowska od 1991 r. była komentatorką polityczną tygodnika "Polityka". Była także inicjatorką Salonów "Polityki". Prowadziła swoją cotygodniową, czwartkową audycję "Poranek Radia TOK FM". W roku 2008 związała się z telewizją Superstacja, gdzie prowadziła niedzielny program publicystyczny "Puszka Paradowskiej". Janina Paradowska (z prawej) i Budyń78 (Fot. Mateusz Max Maksiak) Rok temu, podczas podobnej "gali", pani Janina Paradowska nie ukrywała swego rozczarowania, gdy okazało się, że nie pojawiłem się na uroczystości ogłoszenia wyników. Janina Paradowska rozmawia z Donaldem Tuskiem. 18 marca 2014. 7 minut czytania. Tomasz Wiech / Agencja Gazeta. – Grozi nam nowa Jałta, tylko ofiarą nie będzie Polska, ale Ukraina – mówił premier, gość Janiny Paradowskiej w Poranku Radia TOK FM. W jaką wizję przyszłej Europy, świata wpisuje pan to, co dzieje się w Polsce, pana zLdJrBW. Mawia się, że pieniądz rzecz nabyta, jednak chyba każdy przyzna, że są one niezbędne do życia. Te gwiazdy przekonały się o tym na własnej skórze, ponieważ z dnia na dzień wylądowały na ulicy. Kto? Dlaczego?Gwiazdy światowego i rodzimego show-biznesu wszystkim kojarzą się ze sławą i olbrzymimi gażami, które co miesiąc zasilają ich konto. Czasami jednak życie bywa bardzo przewrotne i wystarczy chwila, by stracić dorobek całego życia, w tym dach nad głową. Oni przez pewien czas żyli w skrajnym ubóstwie, by później znowu znaleźć się na Berry była bezdomnaHalle Berry jest jedną z najbardziej utalentowanych amerykańskich aktorek filmowych i telewizyjnych. Jest laureatką Oscara dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej za występ w filmie pt. Czekając na wyroki z 2001 roku. Choć teraz jest na szczycie i nie może narzekać na niedostatek, jej początki były naprawdę już od najmłodszych lat marzyła o tym, by zostać aktorką, jednak jej matka nie popierała tego pomysłu. Mając zaledwie 19 lat, zdobyła tytuł najpiękniejszej amerykańskiej nastolatki, co otworzyło przed nią drzwi do świata show-biznesu. Mimo że odnosiła kolejne sukcesy, jej matka podchodziła do tego bardzo sceptycznie. Halle nie chcąc rezygnować z marzeń, spakowała walizkę i wyprowadziła się do Chicago. Tam z zaledwie kilkoma dolarami w kieszeni mieszkała na ulicy lub w noclegowni. Gdy od czasu do czasu rozmawiała z matką, ta mówiła jej:Samodzielnie naucz się zarabiać na życie albo wracaj do domu, ode mnie nic nie obecnie uważa, że gdyby nie zaznała prawdziwej biedy, z pewnością nie osiągnęłaby tak wielkiego Berry w nowej fryzurze na OscarachJennifer Lopez mieszkała w studio tanecznymJennifer Lopez jest znaną na całym świecie wokalistką i aktorką, która jak dotąd nagrała 8 albumów studyjnych. Od najmłodszych lat ciężko pracowała na to, by zasłynąć w świecie w 1986 roku zagrała epizodyczną rolę w filmie Moja mała dziewczynka. Po zakończeniu zdjęć postanowiła, że zostanie aktorką lub baletnicą, jednak jej matka, Guadalupe Rodriguez niemalże przez cały czas powtarzała jej, że z tym nazwiskiem daleko nie zajdzie, więc lepiej, żeby skończyła studia i zaczęła robić karierę w innej dziedzinie. Jennifer posłucha jej rad, jednak szybko zrezygnowała z dalszej edukacji. Jej rodzice byli wściekli i kazali jej wracać na uczelnię. Ich argumenty nie docierały do 18-letniej Lopez, która bez chwili namysłu postanowiła uciec z przez kilka miesięcy nocowała w studio tanecznym, gdzie spała na kanapie, a w wolnych chwilach uczyła się tańca. Dzięki uporowi i poświęceniu udało jej się zdobyć pracę jako tancerka w Europie. Za zarobione pieniądze wynajęła mogłyśmy się dogadać z matką, która chciała, abym poszła na studia, więc musiałyśmy pójść każda swoją drogą – mówiła później w Lopez przed koncertemJim Carrey mieszkał w przyczepieJim Carrey był synem Percy’ego Carreya, księgowego i muzyka jazzowego, dzięki któremu jego rodzina żyła na wysokim poziomie. Gdy aktor miał 12 lat, jego ojciec stracił dobrze płatną posadę, co zmusiło ich do zamieszkania w przyczepie. Z miesiąca na miesiąc ich sytuacja się pogarszała. Carrey w wieku 14 lat rozpoczął pracę na linii produkcyjnej w Hucie Titan. W wieku 15 lat zakończył edukację, aby w dzień pracować w fabryce, a nocą występować jako komik w klubie Yuk Yuk w Toronto. Niestety na początku był bardzo krytykowany. Wkrótce jednak został dostrzeżony przez producentów i osoby związane z show-biznesem. W 1979 roku przeniósł się do Los Angeles, gdzie rozpoczął pracę w The Tonight Show i Saturday Night Carrey miał depresjęSylvester Stallone mieszkał w kawalerceSylvester Stallone był dwukrotnie nominowany do Oscara, nim jednak udało mu się to osiągnąć, musiał pokonać długą i wyboistą drogę na szczyt. Gwiazdor już od najmłodszych lat marzył o tym, by zostać aktorem, dlatego też zaczął chodzić na siłownię oraz uprawiać piłkę nożną i szermierkę. Choć miał na swoim koncie kilka epizodycznych ról, producenci nie chcieli go zatrudniać z uwagi na wygląd jego twarzy, której lewa połowa jest częściowo sparaliżowana oraz tym czasie miał poważne problemy finansowe. Mieszkał w niewielkim mieszkaniu, które z trudem opłacał. Aktor nie poddawał się i koniec końców zagrał w komedii erotycznej pt. Wieczorek u Kitty i Studa, którego nazwa została zmieniona na Włoski ogier, ponieważ Sylvester zyskał bardzo dużą popularność. Dzięki tej roli zarobił 200 dolarów, za które mógł opłacić dotychczasowe Stallone w siwych włosachHilary Swank mieszkała w samochodzieHilary Swank ma na swoim koncie dwa Oscary, jednak jej początki nie należały do najłatwiejszych. Gdy miała 6 lat jej rodzice się rozstali, przez co stopniowo zaczęła pogarszać się sytuacja finansowa jej rodziny. W wieku 15 lat zmuszona była zamieszkać w aucie, ponieważ jej matka straciła pracę i nie było ich stać na wynajęcie mieszkania ani czasem jednak matka gwiazdy zaczęła się podnosić z dna. Wraz z córkami wyjechała do Los Angeles, gdzie przez pewien czas również mieszkały w samochodzie, ale powoli zaczęły wychodzić na prostą. Na wynajęcie mieszkania było je stać dopiero wtedy, gdy Swank zaczęła dostawać pierwsze epizodyczne Swank w kreacji Guy Laroche – Oscary 2005, kreacje wszech czasówJean-Claude van DammeJean-Claude van Damme urodził się w Brukseli, gdzie przez lata trenował sztuki walki i kulturystykę. W krótkim czasie zdobył czarny pas, a w latach 1976-1982 stoczył kilkadziesiąt walk karate. W tym samym czasie dołączył do reprezentacji narodowej, która zdobyła drużynowe mistrzostwo Europy EKU w formule semi 1981 roku gwiazdor postanowił wyjechać do Los Angeles. Nie znał języka angielskiego, przez co miał problemy ze znalezieniem dobrze płatnej pracy. Na początku był kierowcą limuzyny, taksówkarzem, ochroniarzem, barmanem czy doręczycielem pizzy. Dorywcze prace jednak okazały się niewystarczające do tego, by mógł opłacić mieszkanie, dlatego też mieszkał w schroniskach dla bezdomnych, a później w zamian za nocleg sprzątał ludziom w to swoistą formą opłaty za nocleg. Po wysprzątaniu kolejnego garażu wyruszałem na casting. Ledwo wiązałem koniec z końcem. Czasami jadłem jednego hamburgera dziennie i wypijałem jedną szklankę wody – wyznał w jednym z CraigDaniel Craig od dziecka marzył o wielkiej karierze, dlatego też przeprowadził się do Londynu, gdzie wstąpił do National Youth Theatre. Jego rodzice sami ledwo wiązali koniec z końcem, więc nie byli w stanie wspierać go finansowo. Często nocował u znajomych lub na ławkach w londyńskich parkach. Na drugim roku studiów zaczął dorabiać jako aktor w teatrze i kelner, a za zarobione pieniądze wynajął Craig bez koszulki w GQMalwina WędzikowskaMalwina Wędzikowska obecnie jest jedną z najpopularniejszych stylistek w Polsce, jednak w przeszłości przez krótki okres czasu nie miała gdzie mieszkać. O swojej trudnej sytuacji materialnej przez długi czas nie informowała bliskich, aby ich nie martwić.[…] Pozwoliłam sobie na to, że tak bardzo z siebie misyjnie wyszłam do innych, że w pewnym momencie znalazłam się na ulicy, bez wsparcia. Ale miałam przyjaciół przy sobie, którzy przez parę miesięcy użyczali mi fragmentu pokoju, wspierali mnie. To był czas, w którym musiałam powrócić do swojego domu – powiedziała w rozmowie z Marcinem Cejrowskim w programie Kwarantanna Wędzikowska przed studiem Pytania na śniadanieJesteśmy pod ogromnym wrażeniem uporu i samozaparcia gwiazd, które za wszelką cenę dążyły do tego, by osiągnąć sukces. Janina Paradowska urodziła się w 1942 r. Była absolwentką Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Studiowała także dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Pracowała w "Kurierze Polskim" i "Życiu Warszawy". Od 1991 r. była felietonistką i komentatorką tygodnika "Polityka". Prowadziła swoją cotygodniową, czwartkową audycję "Poranek Radia TOK FM". W 2008 r. związała się z telewizją Superstacja, gdzie prowadziła niedzielny program publicystyczny "Puszka Paradowskiej". Dziennikarskie wyróżnienia Paradowskiej W trakcie aktywności zawodowej, Paradowska otrzymała wiele wyróżnień. Wśród nich: Nagrodę im. Adolfa Bocheńskiego, Nagrodę Wieczystej Fundacji im. Ksawerego i Mieczysława Pruszyńskich, Nagrodę im. Andrzeja Urbańczyka. Otrzymała również Nagrodę Kisiela. W 2002 r. otrzymała nagrodę Grand Press dla Najlepszego Dziennikarza Roku. Dodatkowo, co miało być spełnieniem jej młodzieńczych marzeń, otrzymała możliwość zagrania na scenie Teatru Kwadrat - wystąpiła trzy razy w brytyjskiej komedii "Nie teraz, kochanie". "Twarda Janka, dzielna Janka" W biograficznym wywiadzie - "A chciałam być aktorką..." - Paradowska mówiła: "Istnieją na świecie rzadkie okazy. I mnie, w drugiej połowie życia, trafił się taki rzadki okaz. Mąż Jerzy Zimowski. Spotkałam fantastycznego człowieka. Było mi z nim dobrze jak nigdy. Potrafię opisywać politykę, szczęścia, na dodatek własnego, nie umiem. Więc poprzestańmy na krótkim: byłam z Jurkiem szczęśliwa. Trudno powiedzieć, co takiego się dzieje, jak się spotyka dwoje dojrzałych ludzi po przejściach. Ja bym nazwała to fascynacją. Bardzo mi go brak. I ta śmierć na moich oczach, kiedy kąpał się w morzu w Odessie i nagle po prostu umarł. Tak na wyciągnięcie ręki, tak cicho, tak bez ostrzeżenia, tak bardzo za wcześnie". Śmierć Jerzego Zimowskiego Wspominała w książce proces, jaki przechodziła po śmierci ukochanego męża. "Ja nie krzyczę, ale wtedy, na plaży w Odessie, strasznie krzyczałam. Zawsze lubiłam życie, ale wtedy, wracając samolotem z Odessy marzyłam, żeby się roztrzaskał ze mną na pokładzie. Po śmierci męża uciekłam w szaloną pracę, wszystko nią zagłuszałam". Paradowska podkreślała, jak istotną częścią życia, była dla niej praca: "Dziennikarstwo to dobry zawód, żeby zatłuc smutek, żal. Janina Paradowska zawsze jest ubrana, umalowana, konkretna, pozbierana, przygotowana – no to byłam. Twarda Janka, dzielna Janka. Tylko ten strach przed wieczorem – wejść do mieszkania i omijać pokój Jurka. Nawet nie patrzeć w tamtą stronę. Wypić herbatę w kuchni, wziąć proszek nasenny i spać. Rano wstać, postawić się do pionu i znowu pracą zatłukiwać emocje. Dużo czasu minęło, zanim dzielna Janka potrafiła tak po prostu wejść do pokoju Jurka, usiąść na fotelu, dotknąć biurka. Pójść do kina czy księgarni – bałam się, że się rozkleję, bo to były nasze miejsca." Janina Paradowska: "Ten mój głos okropny" W jednym z udzielonych wywiadów, z dużym dystansem i humorem, mówiła o swoim życiu i o samej sobie. "Musiałam być roztropna i pracowita. Od dziecka. (...) W domu biednie było. (...) Miałam oddzielną wersalkę koło pieca. Sześć osób mieszkało w pokoju z kuchnią. Ubikacja na półpiętrze, której się bałam, bo szczury biegały. Ojciec chorował na stwardnienie rozsiane, źle go leczono. Potem doszła białaczka. Zmarł, jak miałam 14 lat. Mama z przedwojenną małą maturą była rejestratorką w przychodni. I trzeba było wyżyć. Pracować. Brat wyjechał na studia, siostra uchodziła za chorowitą, a ja - od zawsze - za najmocniejszą w rodzinie. Więc miałam dużo obowiązków" - mówiła w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim dla "Wysokich Obcasów". Wspominając swoje początki, kiedy Paradowska szukała ścieżki zawodowej, mówiła: "Uważam się za rzemieślnika. Poszłam na polonistykę, bo to takie porządne studia i dużo się czyta. A czytać lubiłam. Praktyki nauczycielskie w Sanoku - koszmar. Zrozumiałam, że nauczycielką na pewno nie zostanę. Z teatrem nie wyszło, to chciałam chociaż zostać krytykiem teatralnym. Ale to było zamknięte środowisko. Zresztą - ilu trzeba u nas krytyków? Napisałam pierwszy reportaż do »Walki Młodych«." Dopytywana przez Sroczyńskiego, jak ocenia swój pierwszy materiał, odpowiedziała wprost: "Gniot". Polityką zajęła się dopiero po 1989 r. - Większość peerelowskich dziennikarzy politycznych zniknęła, bo uważano, że są skompromitowani. Została pustynia. Było wolna przestrzeń, to w nią weszłam - mówiła. (ks) Taka była legendarna dziennikarka... Przypominamy niezwykły wywiad z nią Janina Paradowska zawsze chciała być liczącą się dziennikarką. Marzyła, by zostać aktorką. Uchodziła za eminencję świata polityki. Politycy bali się jej, jednak liczyli się z jej zdaniem. Sama traktowała ich bardzo poważnie, a nawet ich lubiła. Nie oglądała się za siebie. Nie przejmowała się tym, co mówią inni. Taka właśnie była... Lucyna Malec: „Jestem bardzo samotną osobą, ale nie jest mi z tym źle. Samotność to stan ducha, a ja nie mam na to czasu” Janina Paradowska o wieku, śmierci i przemijaniu Zapytana o to, czy często myśli o śmierci, wyznała: „O swojej nie. Tylko o tych, co umarli”. W VIVIE! w 2009 r. mówiła, że osiągnęła więcej niż myślała. Z kolei trzy lata później w rozmowie przeprowadzonej przez Krystynę Pytlakowską, opowiedziała o tym, co w życiu się udało, a co zawiodło. Przypominamy ten niezwykły wywiad. Polecamy też: Janina Paradowska: „Życie mi się mimo wszystko nad podziw dobrze ułożyło”. Jedyna taka rozmowa! Krystyna Pytlakowska: O 70. urodzinach kobiety zazwyczaj chciałyby zapomnieć, Janina Paradowska wręcz przeciwnie - świętowała je. Janina Paradowska: Bo nawet gdybym chciała o nich zapomnieć, nie mogę. Drugiego maja budzę się przed ósmą rano, jak zwykle włączam radio TOK FM i słyszę, że Janina Paradowska obchodzi 70. urodziny i że oni mi gratulują. Nie mija 20 minut, a do mojego mieszkania wjeżdża bukiet róż w pięknym wazonie, właśnie od radia. Po dwóch godzinach dostaję kosz kwiatów od marszałek Ewy Kopacz – w życiu nie widziałam tak pięknych storczyków. Potem idę do redakcji, a tam redaktor naczelny wręcza mi bukiet wielkich czerwonych róż, no „bo cała Polska już wie”. Przez cały dzień odbierałam telefony z życzeniami i pytaniem, o której będę w domu, bo są bukiety do dostarczenia. I nagle zrobił się niesłychany jubileusz. Dwa tygodnie wcześniej rozmawiałam z koleżanką, która powiedziała: „Wiesz, skończyłam 70 lat”. „I jak było?”, spytałam. A ona: „Miałam taki dzień niepokoju, a potem to już normalnie”. Czekałam więc z niepokojem na ten dzień niepokoju, a tymczasem okazał się całkiem miły. Nawet „Gazeta Wyborcza” w Internecie zrobiła news z tych moich urodzin. I na Pudelka Pani trafiła, jak prawdziwa celebrytka. Janina Paradowska: Też? Nigdy nie byłam na Pudelku, ale przecież każdy może sprawdzić w Wikipedii, kiedy się urodziłam, i coś tam napisać na ten temat. Nigdy nie ukrywałam wieku. Oczywiście nikt nie lubi, jak mu za często jego pesel przypominać. Ja znam go na pamięć, bez patrzenia w dowód osobisty. Ale gdy spojrzę w lustro, mówię sobie: „Paradowska, jak na siedemdziesiątkę to się dobrze trzymasz. Mogło być gorzej”. A nic nie robię ze sobą. Żadnych botoksów. A figurę ma Pani osiemnastki. Janina Paradowska: To genetyczne, moje rodzeństwo też nieźle wygląda. Niedawno mój brat obchodził 80-lecie i postanowiliśmy urządzić uroczysty obiad w Krakowie. Inicjatorami byli synowie mego brata i siostra, która właśnie wróciła z mężem z Kanady – jest o cztery lata młodsza ode mnie. Dawno nam tak dobrze razem nie było i tak rodzinnie. Upiekłam mięso i ugotowałam młodą kapustę. Był tort, a na nim 15 świeczek. Bo wyliczyliśmy, że wspólnie z bratem mamy 150 lat. Na każde 10-lecie jedna świeczka. Całość tej niezwykłej rozmowy znajdziesz poniżej... Czytaj także: „Miała nadzieję, że spotka się w zaświatach z ukochanym mężem”. Krystyna Pytlakowska wspomina Janinę Paradowską 1/7 Copyright @Ula Szczepaniak 1/7 Janina Paradowska, najwybitniejsza polska dziennikarka polityczna i publicystka, związana z tygodnikiem „Polityka” i radiem TOK FM zmarła 29 czerwca 2016 roku. Miała 74 lat. Była laureatką nagrody Grand Press dla Dziennikarza Roku. Była jedną silnych osobowości kształtujących opinie publiczną w kraju... 2/7 Copyright @Ula Szczepaniak 2/7 – Ogląda się Pani za siebie? Robi bilanse?Janina Paradowska: Czasem trzeba się obejrzeć, nie idzie się przecież do przodu z zamkniętymi oczami. Człowiek ma w głowie pewną sumę doświadczeń, z których korzysta. Kiedyś może mniej się za siebie oglądałam, musiałam się ścigać. – Ścigać? Z kim?Janina Paradowska: Z życiem, z pieniędzmi, ze zdobywaniem pozycji. Pracuję w konkurencyjnym zawodzie. Ale teraz niech już młodzi się ścigają. Ja osiągnęłam i tak więcej, niż myślałam, że osiągnę. – A co chciała Pani osiągnąć?Janina Paradowska: Chciałam być liczącym się dziennikarzem. Takie było moje marzenie. – Pamiętam, że chciała Pani być Paradowska: Wcześniej tak, ale w zawodzie aktorskim nigdy nie zaczęłam praktykować – ostudziły mnie opinie bliskich, że istnieje dysonans między moim wyglądem heroiny a głosem komediowym. W dziennikarstwie nie było takich rozterek. Nigdy nie chciałam być w jakimś ogonie, chciałam znaleźć się bliżej czołówki. Zazdrościłam tym, którzy mieli już znane nazwiska, ale nie było nigdy we mnie chęci, żeby zostać na przykład gwiazdą telewizyjną. Telewizja jest w moim życiu przypadkiem, a nie świadomym wyborem. – Nie sądzi Pani, że wszystko w naszym życiu jest właściwie przypadkiem?Janina Paradowska: Myślę, że w dużej mierze tak, trzeba znaleźć się w określonym czasie i w określonym miejscu. Użyję tu porównania do mojego ukochanego Starego Teatru z okresu jego świetności. Myślę, że ten fenomen polegał na tym, iż w sprzyjającym czasie w jednym miejscu znalazło się trzech wybitnych reżyserów, bardzo dobrzy dyrektorzy i grupa znakomitych aktorów. Coś między nimi zaiskrzyło, wybuchło i trwało. Potem zgasło i to już jest nie do powtórzenia. W moim przypadku taką iskrą był przełom 89 i 90 roku, wtedy zaczęła się moja kariera. – Wcześniej pisała Pani w „Kurierze Polskim” teksty o turystyce?Janina Paradowska: Tak, ale dzięki nim podróżowałam. Gdy w 1989 grupa dziennikarzy piszących o polityce musiała odejść, ja pracowałam już w opiniotwórczym „Życiu Warszawy” – średnio kontrowersyjnym dla polityków opozycji. Było mi łatwiej więc o pozyskiwanie rozmówców do wywiadów. No i nie byłam początkującym dziennikarzem, za którego trzeba napisać każdy tekst. W 1991 roku przeszłam do „Polityki”, więc było jeszcze łatwiej. Nastąpił zbieg różnych okoliczności. A jeszcze Andrzej Krzysztof Wróblewski zaprosił mnie do programu „Kontrapunkt”, a później Krzysztof Turowski do „Godziny szczerości” – akurat spotkaliśmy się w Strasburgu. I tak to się zaczęło. Polecamy: „Miała nadzieję, że spotka się w zaświatach z ukochanym mężem”. Krystyna Pytlakowska wspomina Janinę Paradowską. 3/7 Copyright @Ula Szczepaniak 3/7 – Pamięta Pani swój pierwszy polityczny wywiad?Janina Paradowska: Nie, ale pamiętam wywiad z profesorem Andrzejem Zollem, na długo zanim został rzecznikiem praw obywatelskich. Żartowaliśmy potem, że to ja go wykreowałam, że jestem matką chrzestną jego kariery. – A teraz jest Pani bardziej znana niż wielu profesorów, „Puszka Paradowskiej” w Superstacji ma sporą, wierną widownię. Prawdziwy sukces przyszedł po sześćdziesiątce?Janina Paradowska: Po pięćdziesiątce, a gdyby liczyć „Godziny szczerości” – to wcześniej. – Co by nie powiedzieć, teraz jest prawdziwa erupcja Paradowskiej, telewizja, radio, komentarze w „Polityce”. Popularność. Proszą o autograf?Czasami. Mnie bardzo dużo ludzi po głosie rozpoznaje. – Pani nie lubi swojego głosu?Janina Paradowska: Przyzwyczaiłam się do niego. Kiedyś strasznie mnie denerwował. Teraz jak słucham zapowiedzi radiowych, że będę prowadziła „Poranek” w Radio TOK RM, przyjmuję to już spokojnie, wcześniej denerwowałam się: „Mój Boże, może powinnam mówić ciszej albo szybciej”. Nie mogę zrozumieć, że niektórzy są nim zachwyceni, bo podobno jest w nim charakter. Ale z wyglądu także jestem rozpoznawalna, dużo ludzi zaczepia mnie na ulicy. – To łechce próżność?Janina Paradowska: Nie przeżywam związanych z tym specjalnych emocji, ale miło, gdy idę Nowym Światem, a z kawiarni wybiega mężczyzna i krzyczy: „O, pani Paradowska, mogę panią zaprosić na piwo?”. „Nie piję piwa”. „To chociaż czekoladki pani kupię”. I ciągnie mnie do sklepu. Tymi czekoladkami właśnie panią poczęstowałam. A dzisiaj podchodzę do samochodu, a inny pan mówi: „O, najlepsza polska dziennikarka”. Nie ukrywam, że to łechce moją ambicję. Zatrzymałam się i chwilę porozmawialiśmy. – Czy koledzy zazdroszczą Pani pozycji i popularności?Janina Paradowska: Nie wiem, ja słabo żyję życiem redakcyjnym, ale nie odnoszę wrażenia, że mój naczelny liczy się ze mną bardziej niż z kilkoma innymi osobami, chociaż mam przekonanie, że mnie ceni, wie, że stanowię jakąś tam wartość w piśmie, i daje tego dowody. Teraz dał mi własną rubrykę na początku numeru, ze zdjęciem, to się wcześniej nie zdarzało. Sądzę więc, że moje nazwisko coś w redakcji „Polityki” znaczy, chociaż z drugiej strony pewnie dużo kolegów chciałoby, żebym już sobie poszła. Polecamy: „Miała nadzieję, że spotka się w zaświatach z ukochanym mężem”. Krystyna Pytlakowska wspomina Janinę Paradowską. 4/7 Copyright @Ula Szczepaniak 4/7 – Uważają, że zajmuje Pani im miejsce?Janina Paradowska: Może niektórzy tak myślą, ale ja ten wyścig naprawdę już im zostawiam. Wiem, że wielu mnie nie prześcignie, chociaż się bardzo stara. Ale ja swoje już zdobyłam. – Co Pani ma?Janina Paradowska: Pozycję, która mi wystarczy. Życiową stabilizację na całkiem dobrym poziomie. Mogę robić, co chcę, napisać, co chcę. Mogę też nic nie pisać i świat by się nie skończył. Być może w redakcji już chcą, żebym pisała trochę mniej, i dlatego mi dali tę rubrykę? Odnoszę wrażenie, że część kolegów uważa, że jestem za głupia, żeby pisać pewne rzeczy, mądre eseje. Są nowe gwiazdy, które inaczej niż ja rozumieją politykę, inaczej piszą. Ja nie umiem pisać bez kontaktu z ludźmi, wszędzie muszę chodzić, czytać stenogramy i opinie, nieustannie rozmawiać z tymi, co w polityce i blisko polityki. Staram się być chłodna w ocenach, nie epatować rewolucyjnym żarem, ale być może nie potrafię zrobić głębokiej, intelektualnej analizy tego, co się dzieje w polityce. I nawet nie chcę. Od tego są inni. Ja chcę opisywać politykę tak, jak ona się dzieje naprawdę. – Ale nie boi się Pani powiedzieć, że trzeba słuchać tego, co mówi Jarosław Kaczyński, choć niekoniecznie się z nim zgadzać. I że rząd Donalda Tuska jest rządem od Paradowska: Staram się być obiektywna, uważam, że zapanowała teraz taka moda na krytykowanie rządu i właśnie się zastanawiam, czy nie poddałam się zbytnio tej modzie, czy wręcz presji. Ja nigdy nie lubiłam chodzić w stadzie. Mam jeden problem – politykę traktuję poważnie i lubię polityków. – Wszystkich?Janina Paradowska: Durnych nie. Jak ktoś jest głupi, nie mam ochoty z nim rozmawiać. Natomiast nie można powiedzieć, jak to teraz w modzie, że cała klasa polityczna jest do wyrzucenia. Lubiłam kiedyś także Kaczyńskiego, dziś go słucham i nie rozumiem. – Zawsze płynęła Pani pod prąd, chwaląc na przykład Wałęsę, gdy inni wieszali na nim Paradowska: Bo mnie się Wałęsa zawsze sprawdzał, nawet teraz mi się sprawdził, gdy przyjechał do Krakowa na mszę po śmierci Stefana Jurczaka, jednego z najważniejszych i najmądrzejszych działaczy pierwszej „Solidarności”. A tyle osób, które towarzyszyły Stefanowi od samego początku, nie pojawiło się, by go pożegnać. Wałęsa znów mnie ujął. Zawsze go broniłam i uważam, że jego prezydentura nigdy nie została porządnie oceniona. Sporo niesprawiedliwych sądów zrewidował ostatnio Robert Krasowski w książce „Po południu”, ale jakoś ta świetnie napisana książka nie doczekała się poważnej dyskusji. Może jeszcze nie czas? Zobacz też: Janina Paradowska: "Życie składa się też ze śmierci". 5/7 Copyright @Michał Szlaga 5/7 – Co to znaczy? Że nie korzysta Pani z Internetu?Janina Paradowska: Ależ korzystam i z komputera też, ale nie mam profilu na Facebooku i dlatego podobno nie istnieję. Ale niespecjalnie mnie to interesuje. Gdy słyszę, że ludzie żyją w tym internetowym świecie, zawierają tam znajomości, rozmawiają, nie umiem sobie tego wyobrazić. Co to za rozmowa, gdy się nie patrzy komuś w twarz? Nie umiałabym na przykład czytać e-booków, dla mnie książka musi być papierowa. Z zasady nie oglądam sztuk teatralnych na dvd, chyba że dawne, które uwielbiam, bo teatr też lubię bardziej uporządkowany, mniej nowoczesny. Kiedyś żyłam w pędzie, teraz mam więcej czasu na czytanie, teatr, kino. – Pani, znana z pracoholizmu?Janina Paradowska: To nie tak, że lata lecą bezkarnie, bywam czasami zmęczona i coś tam skreślam z kalendarza zajęć. Z niektórych rzeczy będę rezygnować, na przykład częściowo z uczenia na dziennikarstwie. – A jednocześnie mówiła mi Pani nie tak dawno temu, że praca to lekarstwo na depresję, Paradowska: Długa bezczynność byłaby nieznośna, męcząca, ale nie narzucam już sobie takiego tempa jak kiedyś, gdy pracowałam w dziennikach. Kiedyś mi się wydawało, że jak czegoś natychmiast nie skomentuję, świat nie dowie się, co ta Paradowska myśli. Ze szkodą dla świata oczywiście. A teraz wiem, że się nie zawali, a ja w którymś momencie i tak powiem, co myślę. – Ma Pani do siebie żal, że nie wykorzystała jakiejś szansy, tematu, że nie spotkała się z kimś ważnym?Janina Paradowska: Zawodowo to nie. Moje zadry są bardziej prywatne, osobiste. Noszę w sobie ból związany z moją matką. Gdy wyjeżdżałam do Warszawy w 1967 roku, mama została w Krakowie. Chorowała, ale ja do Krakowa nie wróciłam. Była tam sama, bo siostra mieszkała już w Kanadzie. Często myślę, że chyba nie okazałam jej tyle uwagi i nie dałam tyle serca, ile powinnam. Kiedyś znalazłam w szpargałach domowych dramatyczny list mamy, w którym pisała właśnie o tym. Myślę, że sprawiam wrażenie osoby cierpiącej na niedostatek uczuć. Oczywiście pomogę w każdej sprawie, coś tam załatwię, zwłaszcza jeśli chodzi o moją rodzinę, ale bardzo trudno przychodzą mi rozmowy osobiste. Nie umiem usiąść z bratem i siostrą i tak pogadać o życiu od serca, porozdrapywać rany, pochylić się nad problemami. Z mamą też tak nie porozmawiałam. Może jestem za konkretna, a może boję się, że się rozkleję i potem trudno mi będzie pozbierać się do kupy. – Łatwiej takie rozmowy prowadzić z obcymi niż z rodziną?Janina Paradowska: Chyba tak, jeśli mam więc pretensje do siebie, to właśnie o to. Z Jurkiem – moim drugim mężem – też nie wykorzystałam danego nam czasu na takie okazywanie uczuć, jakie powinnam mu okazywać. – Nie mówiła mu Pani, że go kocha?Janina Paradowska: Mówiłam, ale może czasem trzeba wykonać więcej gestów. – Robiła Pani bardzo wiele dla swoich mężczyzn. Z pierwszym mężem była Pani też do końca jego życia. Mimo jego uzależnienia od Paradowska: Powiedziałabym, że zrobiłam dla niego nawet więcej, niż mogłam, bo rzeczywiście wiele mnie to kosztowało. Ale tak naprawdę mogłam niedużo, bo w takich sytuacjach człowiek jest bezradny. Jednak po latach wspólnie spędzonych pamięć o rzeczach dobrych jest silniejsza niż o złych, a ja w ogóle sobie nie wyobrażałam rozwodów. Może gdybym się szaleńczo zakochała w kimś innym. Ale to mi nie groziło. – Nie była Pani zdolna do takich szaleńczych zakochań?Janina Paradowska: Trzy czy cztery razy mi się to zdarzyło, ale ja w ogóle byłam mało kochliwa. Moje uczucia są stabilne. Jak już raz się zakochałam, to trwałam. A potem ta miłość przechodziła w przyzwyczajenie. – Mężczyźni dla Pani tracili głowy, rozwodzili się. I trudno się dziwić – na zdjęciach z młodości jest Pani śliczną brunetką. Chyba jeszcze z okresu pracy jako barmanka w klubie Pod Jaszczurami?Janina Paradowska: Czy byłam ładna? Na pewno miałam piękne paznokcie i zawsze świetnie pomalowane oczy. Umiałam pociągnąć nad nimi kreskę i wychodziło takie kocie oko. A wtedy nie było eye-linerów jak dziś, pluło się do pudełka z tuszem i maczało w tym pędzelek. Mam tyle wspomnień związanych z Jaszczurami, Krakowem, z ludźmi, którzy już odeszli. Widzi pani te cztery obrazki, które wiszą nad drzwiami? To „Czaszki” Franka Starowieyskiego – projekty jego scenografii do „Punktu przecięcia” Claudela, który mój brat reżyserował w teatrze we Wrocławiu. Byli bardzo zaprzyjaźnieni, a ja Franka wyjątkowo lubiłam. Czasem patrzę na te obrazki i myślę: Paradowska, to były fajne czasy. Polecamy: „Miała nadzieję, że spotka się w zaświatach z ukochanym mężem”. Krystyna Pytlakowska wspomina Janinę Paradowską. 6/7 Copyright @Michał Szlaga 6/7 – Nie ma Pani dzieci, a byłoby z kim się dzielić Paradowska: No nie mam. Chociaż są bratankowie, ich żony, dzieci. Kiedyś podczas weekendu przyszła mi nawet taka myśl do głowy, że na pewno bym nie siedziała tu sama, gdybym miała dzieci. Ale potem doszłam do wniosku, że przecież one miałyby już własne życie, czyli i tak byłabym sama. – Dziennikarki często boją się macierzyństwa?Janina Paradowska: Mnie się tak ułożyło. Początek mojej pracy w Warszawie, bez mieszkania, bez niczego. Potem małżeństwo z Tadeuszem, świetnym reporterem. Nie chciał mieć dzieci. Później jego alkoholizm. Poza tym dużo jeździłam w teren, nawet z psem miałam problem, kto go wyprowadzi. Potem zaczęło się robić na wszystko za późno. – Pani wystarcza chyba sama sobie? Czy w ogóle ma Pani przyjaciół i przyjaciółki?Janina Paradowska: Nigdy nie miałam takich przyjaciółek od serca, może poza okresem szkoły podstawowej i średniej. Chociaż po moim zmarłym mężu przejęłam jego przyjaciela, z którym spotykam się co poniedziałek o godzinie 12 w Sheratonie. Muszę się przed nim ze wszystkiego wyspowiadać, wiem, że mogę w każdej sytuacji na niego liczyć. Zresztą na wielu przyjaciół męża mogę liczyć. Mam grupę bardzo mi życzliwych koleżanek z Klubu 22, które przejmują się moimi sprawami. – Namawiają, żeby Pani rzuciła palenie?Janina Paradowska: Nie, bo nikt nie wyobraża sobie mnie bez papierosa. Przyznam się pani, że bardzo chcę mieć portret, który zostawiłabym moim bratankom. Ciągle tylko się zastanawiam, czy powinnam być na nim z papierosem, czy bez. Może dlatego jeszcze go nie zamówiłam, chociaż mam już wybraną malarkę. Na razie wrzuciłabym go gdzieś za szafę, a po mojej śmierci bratankowie by go sobie powiesili i mówili: „Ciotka nie była taka zła”. Jesteśmy bardzo zżytą rodziną. – Często myśli Pani o śmierci?Janina Paradowska: O swojej nie. Tylko o tych, co umarli. Rozmawiam z Jerzym, moim mężem, opowiadam mu o spektaklu, który obejrzałam, czy o filmie, który jemu by się podobał. Na przykład polubiłby pewnie „Dziewczynę z tatuażem”. Albo mówię sobie: „Treliński tak fajnie zrobił tego »Latającego Holendra«. Tobie, Jurek, by to się podobało, te mroczne szarości, szum wody”. I jestem zła na niego, że już tego nie zobaczy. Na pewno oglądałby mecze, mimo że nie był kibicem, ale uważał, że jak są mistrzostwa, to zobaczyć trzeba, bo to już prawdziwa piłka. We dwójkę byśmy sobie jeździli samochodem z chorągiewkami. I taka złość mnie nachodzi. – Ale pogodziła się Pani już z jego odejściem? Kiedy rozmawiałyśmy o tym trzy lata temu, nie miała Pani w sobie takiego spokoju jak Paradowska: Są sprawy nieuchronne, ale to nie oznacza pogodzenia się z nimi. Tylu rzeczy nie możemy już razem przeżyć. Przyjeżdżają do Polski zespoły z naszej młodości, różne, muzyczne też. Mówię do niego: „Będzie Madonna. Tak ją lubiłeś”. I wściekam się: „Zimowski, coś ty mi zrobił”. A to już pięć lat mija. Właśnie myślimy nad kolejną nagrodą jego imienia. Polecamy też: Janina Paradowska: „Życie mi się mimo wszystko nad podziw dobrze ułożyło”. Jedyna taka rozmowa! 7/7 Copyright @Michał Szlaga 7/7 – Podtrzymywanie pamięci przynosi ulgę?Janina Paradowska: Jestem szczęśliwa, że tak się to rozwija, że wręczanie nagród imienia Jurka jest pretekstem do spotkań ludzi, którzy dobrze się czują w swoim towarzystwie, i że jest ich z roku na rok więcej. Cieszy mnie, że pytają, kiedy odbędzie się wręczenie i kto w tym roku tę nagrodę dostanie. – Myśli Pani sobie: Jestem spełniona, moje życie jest szczęśliwe?Janina Paradowska: Wiele mnie cieszy, przecież nie można usiąść i zatopić się w smutku. Wracam z tej telewizji wieczorem cztery razy w tygodniu, robię sobie herbatę, otworzę laptopa, żeby sprawdzić pocztę, usiądę w kuchni, coś tam odpiszę i myślę: Skończyłam już dzień, teraz tylko przyjemności. Popatrzę na ten mój dom. – I podoba się Pani?Janina Paradowska: Podoba mi się, a mieszkanie w Krakowie jest jeszcze ładniejsze. Tam też lubię usiąść i popatrzeć. – Refleksyjność przychodzi z wiekiem. Ale Pani czas się wcale nie Paradowska: Oj, ima. Teraz męczy mnie o wiele więcej niż dawniej. Wolniej pracuję, dłużej piszę. Trudniej mi się wstaje rano. Ale przyszłość mnie nie przeraża. Nie poświęcam jej zresztą za dużo uwagi. Mówią mi nieraz: „Napisz książkę”. Po co? Nie mam takich ambicji. – Wyszedł przecież niedawno wywiad rzeka z Panią. Bardzo Paradowska: Byłam zaskoczona propozycją Marty Stremeckiej. Jestem pewnie jakoś tam próżna. Wie pani, co zafrapowało w niej wielu czytelników? Jak ja wyprowadzałam na pole sześć krów jednocześnie, gdy jeździłam na wakacje na wieś do znajomych rodziców. Nikt nie chciał wierzyć, że dałam sobie radę. I jeszcze że mi się te wszystkie łańcuchy nie poplątały. – Nie ma Pani marzeń zawodowych – na przykład rozmowa z kimś trudno dostępnym?Janina Paradowska: Mam, mam. Chciałabym zrobić większy, może książkowy wywiad z Tadeuszem Mazowieckim, ale on konsekwentnie odmawia. Nie wiem, czy tylko mnie, czy każdemu. – To może teraz od drugiej strony. Z której rozmowy jest Pani dumna?Janina Paradowska: Na pewno z tej ostatniej z Lechem Wałęsą o książce jego żony. Nikt w redakcji nie wierzył, że będzie chciał rozmawiać. Zadzwoniłam do niego i mówię, że chciałabym zrobić z nim wywiad. „Dobrze”, zgodził się. „Ale ja chciałabym porozmawiać tylko o książce pana żony”. „Dla pani wszystko”, odpowiedział. I nie pominął żadnego mojego pytania. – Zmieniłaby Pani coś w swoim życiu, gdyby mogła?Janina Paradowska: Staram się w ten sposób nie myśleć, bo na wiele wydarzeń nie miałam wpływu. Ale myślę też, że życie mi się mimo wszystko nad podziw dobrze ułożyło. Po co bym miała więc je zmieniać? Polecamy: „Miała nadzieję, że spotka się w zaświatach z ukochanym mężem”. Krystyna Pytlakowska wspomina Janinę Paradowską. Najlepsze Promocje i Wyprzedaże REKLAMA Galeria Wideo Akcje partner Wakacyjna apteczka, czyli jak zadbać o dziecko w podróży Planujesz rodzinny wyjazd? Przygotuj się na różne scenariusze! partner „A oni dalej grzeszą, dobry Boże!”, czyli najzabawniejsza francuska rodzina powraca na duży ekran Trzecia część kultowej serii już w kinach! partner Miasto pełne magii i kontrastów. W Stambule spotykają się nowe technologie i duch Orientu W podróż po największym mieście Turcji zabierają nas Ania Markowska oraz Huawei partner Ma go 9 na 10 kobiet. Skąd się bierze cellulit i jak go zmniejszyć? Pomarańczowa skórka jest jednym z twoich największych utrapień? Walcz z nią od wewnątrz! partner Brakuje ci czasu, aby o siebie zadbać? Potrzebujesz urządzenia do zadań specjalnych! Multitasking to podstawa w dzisiejszym zabieganym świecie partner Piękno nie musi rodzić się w bólach. Liczy się dobry plan Jak bezpiecznie i nieinwazyjnie wymodelować sylwetkę? partner „Tato, no weź”, czyli najbardziej zwariowana książka o współczesnym rodzicielstwie Kamil Baleja, popularny dziennikarz radiowy i telewizyjny, konferansjer, daje się nam poznać z zupełnie nowej strony! partner Najwięcej wody marnuje się w łazience. Niewiele trzeba, by to zmienić Wody na świecie jest z mało. Oszczędzaj ją razem z Grohe! Polecamy Janina Paradowska (†74) zmarła 29 czerwca. Świat dziennikarski wciąż nie może się z tym faktem pogodzić, bo jej śmierć była nagła i niespodziewana! Pogrzeb dziennikarki odbędzie się w Krakowie, gdzie na Cmentarzu Rakowickim spoczywa już jej mąż... Przyjaciele dziennikarki zdradzili, że pani Janina była istnym tytanem pracy. Wszystko musiała kontrolować, a każdą rzecz sprawdzić osobiście. Katarzyna Kolenda-Zaleska wyznała, że Paradowska była chyba jedyną publicystką, która jeszcze przychodziła do sejmu, aby wszystkie fakty zweryfikować u źródła. Praca dla Paradowskiej ważna była zawsze, ale tak całkowicie poświęciła się jej po tragicznej śmierci męża. Przypomnijmy, że Jerzy Zimowski dostał ataku serca w trakcie kąpieli w Morzu Czarnym podczas ich wspólnych wakacji w zmarł na jej oczach. Nic więc dziwnego, że dziennikarka tak bardzo to przeżyła. Ucieczka w pracę pomagała jej jakoś przez to przejść. "Zaczęłam brać mnóstwo dodatkowych zajęć. Jestem pracoholiczką, więc nikogo to nie dziwiło. Praca pozwalała mi nie roztrząsać tego, co mnie spotkało" - opowiadała w "Vivie" trudniej było jej też zasypiać. W pewnym momencie bez pomocy środków farmakologicznych było to całkowicie niemożliwe..."Popadłam w jakieś otępienie. Nie odczuwałam potrzeby płaczu, zwierzeń, rozklejania się. Dopiero po roku zaczęłam wpadać w histeryczne nastroje. Śpię tylko po proszkach. Niby i tak brałam je od wielu lat, tylko teraz się nie przejmuję tym, że szkodzą" - wyznała szczerze w "Vivie". Pogrzeb dziennikarki najprawdopodobniej odbędzie się w jej rodzinnym Krakowie. Takie było jej życzenie, aby spocząć obok ukochanego męża na Cmentarzu Rakowickim."Grób mam załatwiony, obok Jurka. Zostanę skremowana - to też wiem. (...) Bo jak się idzie na grób skremowanej osoby, to człowiek sobie nie wyobraża, co jest w środku. Wie, że jest proch. A proch oznacza spokój" - tłumaczyła w "Wysokich Obcasach".